środa, 8 lutego 2017

Dlaczego Slytherin NIE jest taki zły?

Dlaczego Slytherin NIE jest taki zły?

Zagrajmy w grę skojarzeń. Gotowi?

Gryffindor? Odwaga. Ravenclaw? Mądrość. Hufflepuff? Lojalność. Slytherin? Zło całego świata. Zgadłam? Na pewno byłam blisko. 

Pomimo tego, że czarodziejski świat powinien być lepszy od mugolskiego, nie jest on niestety wolny od krzywdzących stereotypów. Slytherin kojarzony jest jedynie z tchórzami, prześladowcami słabszych oraz przyszłymi śmierciożercami. Co zabawne, nawet sami aktorzy, którzy grali w serii filmów o Harrym Potterze podzielają ten pogląd. Daniel Radcliffe dostał kiedyś zadanie przyporządkowania poszczególnych celebrytów do domów w Hogwarcie i już na samym początku zaznaczył, że nie chce przydzielać nikogo do Slytherinu. Według niego do domu węża pasuje jedynie Kim Dzon Un (przywódca Korei Północnej). Auć! Ostatecznie Daniel wysłał tam również cieszącego się raczej złą sławą rapera Kanye Westa, mówiąc, że ten zapewne cieszyłby się z tego wyboru. To raczej nie stawia nas w zbyt dobrym świetle, prawda?

Być może nie będę obiektywna, ponieważ, jak można się domyślić, sama należę do domu węża. Jestem z tego jednak dumna i nie zamieniłabym swojego domu na żaden inny. Pomimo opinii jaką posiadamy. Pomimo wszystkich plotek i pomówień. Nawet pomimo tego, że wywodził się z niego Voldemort. 

Dlaczego? 

Uwielbiam to, że Ślizgoni mierzą wysoko i nigdy nie zadowalają się półśrodkami. Zdecydowanie nie cieszy ich przeciętność, dążą do tego, by być najlepsi w danej dziedzinie. Nie poprzestają jednak jedynie na oddawaniu się marzeniom i snuciu miłych wizji o przyszłości, zamiast tego działają i biorą los we własne ręce. A większość ludzi nie lubi przecież, gdy ktoś się wychyla i chce spełniać swoje marzenia. Sama spotkałam na swojej drodze wiele wyciągniętych w moim kierunku nóg i osób, które liczyły na to, że może się o nie potknę. Ślizgoni mają jednak cel i zrobią wszystko, by go spełnić. Potwierdzeniem tego może być np. fakt, że do chwili pojawienia się Harry'ego w Hogwarcie, Slytherin od sześciu lat wygrywał Puchar Domów. 

Jak na razie brzmi dobrze, prawda? Teraz jednak pora na zmierzenie się z mroczniejszą stroną naszego domu.

Ambicja, a szczególnie ta wielka, może zaprowadzić nas również w kierunku ślepej uliczki. Oczywistym przykładem jest Voldemort we własnej osobie. Nie zamierzam negować tego, że był on członkiem domu węża ani chować pod dywan jego czynów. Czy był zły? Oczywiście, nikt nie zamierza nawet zaprzeczać. Czy jednak był potężny? Czy nie osiągnął swojego celu? Zapomnijmy na chwilę o jego mrocznej przyszłości i skupmy się na małym Tomie, który znajduje się w sierocińcu. Wielu na jego miejscu by się poddało, Tom jednak doskonale wiedział czego pragnie i jak zamierza to osiągnąć. Jego głód wiedzy był nieposkromiony a nauka znajdowała się najwyżej na liście jego priorytetów. Wiedza to przecież władza. Z chłopca, który nie wiedział niczego o magicznym świecie, do chwili, gdy nie pojawił się u niego Dumbledore, stał się jednym z potężniejszych (o ile nie naj ale to już kwestia dyskusyjna) czarodziejów, którego planem było podporządkowanie sobie całego świata czarodziejskiego. Cóż, jeżeli nie nazwiemy tego ambitnymi celami to nie wiem jakie inne słowo byłoby odpowiednie. Mówiąc o wielkości, czy wiecie, że sam Merlin również był w Slytherinie? Tego czarodzieja nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Warto tutaj jednak wspomnieć, że walczył on o prawa mugoli, uważając, że czarodzieje powinni żyć z nimi w pokoju. Nie brzmi to zbyt ślizgońsko, prawda? Co powiecie więc na to, że Merlin utworzył nawet organizację, która promowała prawa mugoli i ściśle zakazywała stosowania na nich magii? 

Często zarzuca się Ślizgonom, że są tchórzliwi, przypisując odwagę jedynie Gryfonom. Czy to jednak na pewno prawda? Popatrzmy na przykład Severusa Snape’a. Przez całe życie lawirował on na bardzo cienkiej linii i wiele razy ryzykował swoje życie, będąc szpiegiem dla Dumbledora. Pomimo tego, że był wybitnym Oklumentą, wiedział doskonale, że istnieje szansa, że Voldemort odczyta w jego umyśle to, kim naprawdę jest i wymierzy mu za to sowitą karę. Pomimo tego, do ostatniej chwili wypełniał narzucone mu zadanie. Był oddanym człowiekiem Dumbledora, chociaż wszyscy w to wątpili, obrzucając go mianem zdrajcy. Wielu ugięłoby się i poddało, Snape jednak zachował na swojej twarzy kamienną maskę. Nawet w chwili, gdy musiał zabić swojego przyjaciela, ponieważ było to częścią większego planu. Czy nieustanne granie pod nosem jednego z potężniejszych czarodziejów nie jest przypadkiem aktem wielkiej odwagi? Do tej definicji pasuje również Draco Malfoy. Tak, tak ten Malfoy, który przez wielu uważany jest za wielkiego tchórza, który ucieka gdy ktoś tylko wyjmie różdżkę. Czy jednak postawienie się swojej rodzinie można nazwać tchórzostwem? Początkowo Draco był zapatrzony w swojego ojca, chcąc tak jak on osiągnąć sukces i stać się śmierciożercą, im jednak był starszy, tym bardziej rozumiał politykę Voldemorta i to, że zupełnie mu ona nie odpowiada. Pamiętacie moment w którym Draco ma ocenić czy złapani zbiegowie to Harry i jego przyjaciele? Draco doskonale wiedział, że to oni, postanowił jednak skłamać, ponieważ wiedział co wydarzyłoby się później.Podobnie postąpił przecież Regulus, śmiejąc się Voldemortowi w twarz. Owszem, był śmierciożercą jednak, gdy wstąpił do szeregów miał zaledwie 16 lat. Przypomnijcie sobie wszystkie głupie rzeczy, które zrobiliście jako nastolatkowie. Na pewno było tego sporo. Regulus jednak szybko zrozumiał, że okrucieństwo Voldemorta nie jest tym czego poszukuje, postanowił więc zdradzić swojego Pana i posunąć się do naprawdę wielkiego aktu odwagi. Chyba każdy wie o tym, że Black wykradł horkruksa z jaskini, zamierzając go zniszczyć. Czy jednak wszyscy wiedzą o tym, że Regulus wypił truciznę, która zabezpieczała medalion i tym samym zginął? Pewnie nie. Wszyscy sądzili, że po prostu stchórzył, dostając zbyt trudne zadanie od Voldemorta i chciał się wycofać, prawda była jednak o wiele bardziej złożona. 


Ktoś nazwie to naginaniem faktów, ktoś inny bzdurami, nie zgodzę się jednak z tym, że wszyscy w Slytherinie są do szpiku kości źli. Czy Pettigrew, który zdradził Potterów zasługiwał na bycie w Gryffindorze? Czy był to odpowiedni dom dla Dumbledora, który w czasach młodości pozwolił się uwieść Grindelwaldowi i razem z nim snuł marzenia o potędze? W każdy domu są lepsze i gorsze jednostki - nikt z nas nie jest przecież idealny. A życie, jak wielu z Was wie, nie jest po prostu czarne i białe ale złożone z wielu odcieni pomiędzy. 


6 komentarzy:

  1. Świetny post! Idealnie napisane - rzeczywiście nic nie jest czarno i białe. Nigdy nie myslalam o tym w ten sposob, ale też nie wiele czasu poswiecalam na myslejie na ten temat, czemu akurat slizgoni sa zli? Dałas mi duzo do myslenia 😃😞👍🏼

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się kogoś skłonić do refleksji:))

      Usuń
  2. Jestem ślizgonką i zawsze wiedziałam, że mój dom nie jest zły. Jak można nazwać nas tchórzami jeśli ambicja wiąże się z odwagą? Jesteśmy domem jak każdy inny. A ten jest idealny, żeby to wszystkim uświadomić ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Miło się czytało przed snem :) Pozdrawiam, Puli

    OdpowiedzUsuń