poniedziałek, 1 maja 2017

Liczenie pola kwadratu czyli matematyka dla zaawansowanych na Instagramie

Pomimo tego, że bookstagram to niewątpliwie wspaniała społeczność, są pewne rzeczy, które przyprawiają mnie tam o gęsią skórkę. I od razu uprzedzę, nie mówię tu o wszystkich, nie wrzucam Was do jednego worka ani nie potępiam. Jedynie sobie mamroczę pod nosem. Tak cichutko. O pewnych przypadkach. Kilku.


Umiesz liczyć? Licz na siebie. Na pewno każdy z Was zna to przysłowie. Okazuje się jednak, że umiejętność liczenia przydaje się również do czegoś innego i nie mam tu na myśli odrabiania zadania domowego z matematyki czy też fizyki. Nauczyciele w szkole mieli rację, gdy wpajali nam do umysłów kolejne wzory, to rzeczywiście jest pomocne! Liczenie drogie dzieci i Czytelnicy pomaga również przy czytaniu. 

Zdziwieni?

Przeczytałam do tej pory 670 książek co dało mi razem 67823 strony oraz łączną długość wszystkich książek 120 cm…Brzmi znajomo? Pewnie tak, szczególnie teraz, gdy zaczyna się kolejny miesiąc i tym samym pojawiają się posty podsumowujące czytelnicze osiągnięcia. Rozumiem, wiele osób podejmuje się licznych wyzwań i obiecuje sobie, że przeczyta w przeciągu roku X książek. Można powiedzieć, że to jak z chodzeniem na siłownię - czujesz większą motywację i jednocześnie odpowiedzialność, gdy dzielisz się swoimi osiągnięciami razem ze znajomymi i wspólnie porównujecie jak daleko zaszliście. We wszystkim jednak istnieje pewna granica. 

Wyobraźcie sobie, że umawiacie się ze znajomym. Miła knajpka, dopiero co ją otworzyli. Siadacie przy jednym ze stolików i rozpoczynacie rozmowę, sącząc swoje super drogie drinki.

-Wiesz, Magda podobno kogoś sobie znalazła, zapomniała już o Krzyśku i teraz…

-Biorę udział w książkowym wyzwaniu - wchodzi Ci w słowo Twój rozmówca a Ty, z racji tego, że jesteś dobrze wychowany uśmiechasz się szeroko na tą zaskakującą zmianę tematu.

-Bardzo się cieszę, jak Ci idzie? - pytasz kulturalnie.

-Super! - wyrzuca z siebie druga osoba a następnie wyciąga z torby wielki notes zapisany maczkiem - wczoraj zacząłem czytać Harry’ego Pottera i Kamień Filozoficzny równo o godzinie 19:43 siedząc na moim idealnie dopasowanym do mojej postawy fotelu, który równocześnie koryguje kręgosłup, następnie, popijając herbatę z jedną łyżką brązowego cukru zamieszaną dwa razy w lewo, czytałem przez 34 minuty i 20 sekund. Zmierzyłem przeczytane kartki linijką i wyszło mi, że mają 5 mm grubości co oznacza, że to 1% wszystkiego co zamierzam przeczytać w bieżącym miesiącu. Na wszelki wypadek pożyczyłem jeszcze linijkę sąsiada żeby zobaczyć czy moja na pewno jest odpowiednia. Dodatkowo ważyłem książkę, starając się odpowiedzieć na pytanie ile ważą strony, które właśnie przeczytałem, przy okazji zainteresowałem się również składem papieru i...

Wow.

Stop.

Książki mają być dla nas przyjemnością podczas, gdy coraz częściej zauważam, że na instagramie przeradzają się w coś całkowicie odmiennego. Nieustannie liczymy. Ile stron za nami, ile przed nami, ile książek w tym miesiącu, ile w kolejnym, jak stoimy ze statystykami, ile centymetrów ma nasza piramida, ile ważą wszystkie książki itd. Jestem całkowitą i 100% humanistką, gdy więc widzę te wszystkie cyferki i pomiary od razu przenika mnie lodowaty dreszcz. I nie odbierzcie mnie źle, każdy robi z książkami to co uzna za słuszne. Czuję się jednak trochę tak jakby kolejnym krokiem było użycie jednego ze wzorów na obliczenie pola, które tak często kazano nam zapamiętywać na lekcjach matematyki. A ja z matematyki jestem naprawdę kiepska. 

Oczywiście, ja też notuję sobie co ostatnio przeczytałam i gdy ktoś zapyta „ile książek w tym roku” jestem w stanie podać mu ich liczbę ale nie robię tego dla wyścigów a dla własnej przyjemności. Po prostu. Tylko tyle i jednocześnie aż tyle. O wiele bardziej wolę dyskutować na temat bohaterów, fikcyjnych światów, fabuły i przypuszczeń co do kolejnych tomów. Jeżeli coś mnie interesuje, jestem w stanie pozostawić po sobie naprawdę ogromny spam. Jednak dyskusja o liczbach? Czytanie to nie zawody. Tu nie liczy się ilość tylko jakość - wybranie odpowiedniej lektury, znalezienie czegoś co przypadnie nam do gustu, ulubionego autora, gatunku a nie jedynie bezmyślne ściganie się byle do przodu, byle tylko znaleźć się na pierwszym miejscu nawet jeżeli te ostatnie 5 cm tekstu były instrukcją obsługi dołączoną do miksera. 

Ktoś powie - o matko, narzeka a co jej do tego?

Ano nic. 

To jedynie moja mała, majowa refleksja. 

PS. Słyszałam nawet o ludziach, którzy liczyli ile dokładnie słów przeczytali (!).

PS2. No dobra, to ile przeczytaliście?

7 komentarzy:

  1. Jezu mnie też przeraża liczenie stron albo ile cm mają grzbiety książek. Mój boże! Ostatnio napisała do mnie jakaś dziewczyna, że widziała że mam papierową wersję jakiejś książki i zapytała, czy mogłabym podać jej mniej więcej ile cm ma ten grzbiet bo ona przeczytała w formie ebooka. WTF?!

    Też mam listę i skrupulatnie uzupełniam, jakie książki przeczytałam. Ale to wszystko. I tylko i wyłącznie dla samej siebie. A moje podsumowanie na blogu ma raczej formę mini recenzji książek, tak by nie dodawać osobnych postów, a nie pochwalenia się.

    Super post i zgadzam się z tobą w 100%!

    www.ebookoholic.blogspot.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. W tamtym roku liczyłam grzbiety, żeby zobaczyć, czy przeczytam więcej niż mam wzrostu. Jakoś tak mam, że lubię mieć wszystko idealnie poukładanie i zawsze zapisuję książki, które przeczytałam. Co prawda nigdy nie liczę stron, ani tym bardziej słów - to już zdecydowanie przesada. Jakoś, a nie ilość, to powinno być najważniejsze.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero w tym roku, inspirując się innymi osobami na Instagramie, zaczęłam zapisywać to co czytam. Nie mam jednak żadnego zeszytu, wszystko ląduje na zwykłej kartce A4. Można liczyć co tylko się chce ale według mnie nie warto popadać w paranoję i zamiast czytać książkę najpierw podchodzić do szczegółowego mierzenia jej, ważenia itd ;)

      Usuń
  3. Zgadzam się! Sama notuję sobie co przeczytałam w danym miesiącu i robię plany czytelnicze na kolejne miesiące, ale to po to żeby mniej więcej być zorganizowaną, ale żeby liczyć strony czy słowa? O panie haha! P.S. A w kwietniu przeczytałam pięć, ale szczerze mówiąc nie ważyłam ani nie mierzyłam, pączulku :( @rozczytane rozczytane.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń
  4. Też zaczyna mnie to przerażać i nie rozumiem czemu ludzie to robią.Sama notuje na stronie goodreads ile książek udało mi się przeczytać, ale nie liczę ilości stron itp.
    Wystarczy mi tylko tyle że wiem ile książek udało mi się przeczytać i że robię to dla siebie, a nie aby komuś coś udowodnić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, niedawno też zaczęłam korzystać z Good Reads ale wchodzę jedynie wtedy, gdy sobie o tym przypomnę ;) Najważniejsze to właśnie robić to dla siebie a nie dla innych/sąsiadki/psa/pani w sklepie itd :D

      Usuń
  5. Jeśli chodzi o mnie to liczę tylko ile godzi zostało do końca mojej pracy. (8h i 13min jeśli kogoś to interesuje.) Nie liczę ile przeczytałam, ale może zacznę? Tak orientacyjnie, żeby wiedzieć? Może.

    OdpowiedzUsuń