czwartek, 11 maja 2017

Straszni czy też zabawni? Mała debata na temat śmierciożerców


Większości z nas śmierciożercy kojarzą się z mrocznymi postaciami, które uwielbiają Czarnego Pana. Podłe typy - można powiedzieć w skrócie. Czy jednak na pewno? A co jeśli popatrzylibyśmy na nich nieco innym, łagodniejszym wzrokiem? (Tekst na pograniczu zdrowego rozsądku.)



Wszyscy wiemy jak funkcjonują śmierciożercy - pojawiają się wtedy, gdy Voldemort ich wzywa, przeważnie gustują w ciemnych ubraniach i mają Mroczne Znaki na przedramionach. Zgadza się? 

Pewnie tak.

Co jednak jeśli wgłębilibyśmy się nieco bardziej w ich zwyczaje? Pamiętacie scenę w czwartej części, gdy Voldemort powraca? Pewnie tak. Wystarczyło, że wezwał swoich śmierciożerców a Ci…no właśnie, tu zaczyna się interesująca mnie część, której Rowling niestety nie poświęciła zbyt wiele miejsca w książkach. Weźmy np. takiego Lucjusza. Co jeśli brał właśnie prysznic? Czy też był w tej chwili na zakupach i nagle poczuł, że jego pan, który zniknął na tak wiele lat, go wzywa? Wyobrażacie sobie to nagłe przerażenie?

Jeśli dalej macie pewne problemy, pozwólcie, że zademonstruję.

Godzina 11:25. Bardzo bardzo mroczny dwór Malfoyów. Salon. Zielone tapety, zielone meble i fotele - wszystko w kolorze Slytherinu, by ktoś nawet przez sekundę nie miał wątpliwości jaki jest najlepszy dom w Hogwarcie. Nawet wino jest tu zielone. Czerwone, tfu, to przecież Gryffindor i zniewaga!

Lucjusz siedzi na jednej z sof. Na swojej idealnej, porcelanowej twarzy ma maskę. Mylą się jednak Ci, którzy sądzą, że to jego maska śmierciożercy. Ta jest całkowicie inna. Zdrowotna. Poprawiająca urodę. Z alg. 

Z oddali sączy się klasyczna muzyka a pan domu delikatnie podryguje swoją nogą w rytm kolejnych taktów. Spokój, relaks po całym ciężkim dniu.

I nagle się zaczyna. 

Znak, który nigdy wcześniej nie dawał żadnych odczuć, zaczyna palić. Lucjusz widział, że w ciągu poprzednich tygodni ten mienił się i stawał coraz wyraźniejszy, zrzucał to jednak na wysypkę skórną. Teraz jednak doskonale wie co o oznacza.

Voldemort wzywa.

Malfoy podskakuje jak oparzony i pędzi do swojej sypialni.

-Gdzie ja mam ten strój? Gdzie moja maska? Rękawiczki? - wykrzykuje, wyrzucając jednocześnie cała zawartość szafy na dywan. Gdy jednak schyla się po raz kolejny, zamiera przed lustrem.

-Maseczka - przypomina sobie i stara się zedrzeć ją ze swojej twarzy. 

Niestety. Bez żadnego skutku. 

A czas pędzi do przodu.

Wtedy Lucjusz przypomina sobie, że jest przecież czarodziejem. I to całkiem dobrym jak mówią niektórzy.

-Accio mój strój śmierciożercy - wyrzuca szybko.

Ubrania pojawiają się przed nim w tej samej sekundzie jednak…cóż to? Wszystkie są zmięte i na dodatek brudne. Plamy z błota ciągną się po całej pelerynie a maska jest tak brudna, że ledwo można powiedzieć jaki jest jej prawdziwy kolor. 

Przekleństwo, którego nie mogę tu zacytować, bo czyta mnie zbyt wiele dzieci, pada z ust naszego arystokraty, gdy wyrzuca z siebie kolejne zaklęcia i doprowadza ubrania do porządku.

Ostatnim ruchem zrywa jeszcze maskę z twarzy. Policzki zioną czerwienią, której nie jest w stanie znieść dlatego szybko narzuca na siebie kaptur.

Stracił już zdecydowanie zbyt wiele czasu. Voldemort oczekuje przecież natychmiastowej odpowiedzi. Lucjusz chwyta więc swoją laskę i aportuje się na cmentarz. Zapomina jedynie o tym, że na jego stopach w dalszym ciągu tkwią słodkie bambosze, których nie zdążył już przebrać.

Czy Voldemort wybaczy mu tą zniewagę? Pozostaje nam jedynie przypuszczać. 

Jakim cudem śmierciożercy zjawili się tak szybko? Nie zastanawialiście się nigdy? Bo ja wiele razy. 

Magia?

Jak więc wyjaśnicie to, że doskonale wiedzieli gdzie mają się pojawić? Przecież to nie tak, że Voldemort miał jakąś stałą bazę w której wszyscy się spotykali. Czasami, tak jak właśnie w czwartym tomie, było to spotkanie całkowicie spontaniczne. 

Mieli w swoich Mroczny Znakach nawigacje?

A co jeśli ktoś chce zostać śmierciożercą, bardzo tego pragnie jednak posiada już inny tatuaż w miejscu, gdzie ma się znajdować Mroczny Znak? Wtedy Voldemort mówi coś w stylu „ Bardzo się cieszę, że chcesz mi służyć, przeszedłeś wszystkie testy, wyciągnij teraz ramię żebym mógł zostawić Ci mój Mroczny Znak i wzywać za każdym razem, gdy będzie mi się nudziło i będę chciał snuć mroczne plany panowania nad światem”. Zapada teatralna cisza, osoba wyciąga rękę a tam napis „Kocham Marysię” albo inne YOLO. „Błędy młodości” - mamrocze pod nosem kandydat, starając się zatuszować swoją gafę ale jest już po wszystkim. Jeżeli Voldi ma dobry humor powie pewnie coś w stylu „No dobra, masz jeden dzień na usunięcie tego tatuażu, gnaj szybko do gabinetu i dowiedz się ile to kosztuje”, gdy jednak ma gorszy humor…cóż, wtedy pozostaje pewnie szybko Crucio lub Avada.

Ach, tyle pytań a tak mało odpowiedzi...



3 komentarze:

  1. Bardzo fajny tekst :) Nigdy nie patrzyłam na śmierciożerców w taki sposób.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki :) Słynę z tego, że mam inne podejście do większości spraw :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Często zastanawiałam się nad tą sprawą z czynnościam wykonywanymi przez Śmierciożerców. A jeśli Lucjusz byłby akurat na bardzo, bardzo ważnym spotkaniu w Ministerstwie? Albo oddawał się z żoną (lub nie) bardzo absorbującym zajęcią? Albo gdyby był na wakacjach a jego szata i maska zalegiwały by ma strychu w rodzinnej posiadłości pod stertą ciuszków Draco z czasów kiedy był małym brzdącem? A co jeśli ktoś wyrzuciłby swoją szatę, spalił albo oddał na PCK (wszystko jest możliwe). Tak wiele niewiadomych... A propo tatułażu. Tak mi teraz wpadło, Ciekawe czy można przerobić mroczny znak? Voldemort ogląda swoje znaki na przedramionach swoich ludzi a tam zamiast znaku, dajmy na to kwiatki i listki??? Pewnie znak jest zabezpieczony, ale jeśli Voldemort pomyślał, że nikt nie ośmieli się tego zrobić i nie zabezpieczył się jednak?? Albo jak w ogóle powstaje Mroczny Znak? Czy przykłada różdżkę do skóry, myśli o określonym kształcie i już? A jeśli myślałby wtedy o truskawkach? Pewnie istniej zaklęcie, ale jeśli nie? A jeśli ktoś ma uczulenie? Co wtedy?

    OdpowiedzUsuń