niedziela, 6 maja 2018

I żyli długo i szczęśliwie


Jak i gdzie poznaliśmy się z moim kochanym mężem Lordem Seksimortem? Dzisiaj uchylę przed Wami kawałek tej tajemnicy, jeśli tylko obiecacie, że nie powiecie nikomu...



Przepycham się przez tłum ubranych na czerwono nastolatek, mając nadzieję, że uda mi się nie stracić przy okazji słuchu. Ktoś obok mnie piszczy jednak tak głośno, że odruchowo chcę wyrzucić z siebie Avadę. Powstrzymuję się jednak w ostatniej chwili, ponieważ przypominam sobie, że pobyt w Azkabanie nie znajduje się obecnie na mojej liście rzeczy do wykonania. Jest nim za to napisanie artykułu do Proroka.

Zlot fanów (ekhm… fanek) Harry’ego Pottera jak co roku gromadzi dziesiątki kobiet, które na samą myśl o Wybrańcu dostają białej gorączki. Dziewoje te spotykają się cyklicznie w swoim gronie, by wymieniać wszystkie zalety Pottera, rozpływać się nad tym jaki jest boski, sprzedawać części jego garderoby (100% oryginalne, najlepiej oczywiście schodzą majtki chociaż na skarpetki również jest popyt) i opowiadać związane z nim, całkowicie wyssane z palca, historie.

Z wyglądu są całkowicie inne, łączy je jednak jedno: wszystkie są napalone i nie mogą przestać mówić o Potterze. 

Zajmuję miejsce jak najdalej od nich, modląc się, by nie stracić zmysłów i wrócić do domu w jednym kawałku. No i przy okazji napisać jakiś w miarę dobry artykuł, który pewnie i tak trafi na ostatnią stronę gazety, tuż obok ogłoszeń o pastach do zębów i środkach na łysinę. 

Po co mi to wszystko było?

Nie wiem.

Wiem jednak, że dziewczyna obok mnie namalowała sobie na czole bliznę w kształcie błyskawicy niezmywalnym mazakiem. Żadna ze mnie Trelawney ale przypuszczam, że będzie miała jutro wiele radości przy próbie pozbycia się jej.  

Kolejne fale ludzi wlewają się do środka karczmy, robiąc przy okazji coraz więcej hałasu. Przypomina to nieco promocję w Lildu, tu jednak główną atrakcją nie jest karp a Potter. 

Na szczęście zaczyna się spotkanie.

-A teraz konkurs wzdychania do naszego słodziaka! Ta która będzie wzdychała najlepiej wygra koszulkę jaką Harry miał na sobie, gdy walczył ze smokiem w Turnieju Trójmagicznym - jedna z uczestniczek, zapewne organizatorka, ubrana w strój do Quidditcha w barwach Gryffindoru, żwawym krokiem wychodzi na stolik. Blond włosy uciekają jej spod źle włożonej, czarnej peruki, nie wydaje się tym jednak zupełnie przejmować. Wizerunek dopełniają jeszcze cudowne, okrągłe okulary. Potter jak nic.

Na „scenę” wkraczają kolejne, bardziej lub mnie zdesperowane dziewczęta. 

-Achhh - wydaje z siebie pisk pierwsza w uczestniczek.

-Uhhh - dodaje druga.

-Ehhh - wrzeszczy trzecia z nich. 

-O Merlinie - wzdycham ja, przewracając wymownie oczyma.

Staram się zapisać coś konstruktywnego w swoim notatniku ale w dalszym ciągu spoglądam jedynie na pustą kartkę. Wena opuściła mnie na dobre. Po donośnym wzdychaniu, które trwa kolejny kwadrans, zostaje wyłoniony zwycięzca. Zostaje nim, ku niezadowoleniu reszty, ruda, niska dziewczyna, która napisała sobie na ręce mazakiem „Jedyna żona Pottera”. Rzuca się dziko w kierunku podarowanej jej nagrody i wdycha ją kilka razy pod rząd, wydając z siebie kolejne piski radości.

Następnym przystankiem na liście upokarzania się są wiersze napisane na cześć..cóż, zgadliście, naszego chłopca z blizną.

Nachylam się nieco bardziej, by lepiej słyszeć, ponieważ mam nadzieję, że to może być już bardziej „moja działka” i mój obszar zainteresowań. Ponownie jednak okrutnie się mylę.

Twoje oczy zielone
powodują zmienne nastroje
Włosy potargane 
wyjmę z pralki pranie
kocham Cię Harry
Wyjdź za mnie i żyjmy długo i szczęśliwie błagam 

Dookoła rozlegają się gromkie brawa, gdy „wiersz” dobiega końca. Ja w dalszym ciągu nie mam w swoim notatniku ani jednego słowa. Jedyne jakie przychodzi mi do głowy jest tak niecenzuralne, że gdybym sobie na nie pozwoliła, zapewne wyrzuciliby mnie z pracy. Stukam więc piórem w kartkę i czekam na coś bardziej inspirującego.

Głupia ja. 

Na scenie pojawia się kolejna poetka. 

Ene due rike fake
Harry ma czadową klatę
całe ciało ma też git
Marry me, marry me, please

Moja cierpliwość, której posiadam tyle, co kot napłakał, właśnie się wyczerpuje.

-Coś mocnego. Naprawdę mocnego - oddalam się zdecydowanym krokiem w kierunku baru.

Co tam praca w Proroku, mogę zająć się przecież czymś całkowicie odmiennym. Może otworzę sklep z majtkami?

Barman spogląda na mnie z przerażeniem w oczach. Chyba odgadł moje myśli.

-Dla mnie też - słyszę tuż przy sobie nieziemski głos.

Odwracam się i…

…wiem już, że patrzę właśnie na swojego przyszłego męża.

Ma wężowy nos, którego prawie nie widać i białą, porcelanową cerę. Jego czerwone oczy bacznie mi się przyglądają. 

-Ja… - zaczynam, chcąc się przedstawić jednak zapominam zupełnie jak się nazywam. Seksapil mężczyzny tak bardzo mnie onieśmiela, że tracę rozum.

-Lord Voldemort - uprzedza mnie jednak, zapewne wiedząc jak kobiety na niego reagują i jak wielkie wrażenie na nich wywiera.

-Pani Riddle - przedstawiam się odruchowo - ale możesz mi mówić „babciu” - dodaję.

-Riddle? - spogląda na mnie z zainteresowaniem a jego czerwone oczy lśnią jeszcze bardziej. Powstrzymuję się, by nie rzucić się na niego w jednej chwili - z tych Riddlów?

-Nie, z tamtych - wypalam jak głupia. 

Moje serce bije teraz coraz szybciej a umysł krzyczy „to Twój przyszły mąż, to Twój przyszły mąż, nie zepsuj tego”. 

Mężczyzna jednak śmieje się cicho.

-Więc…lubisz tego Pottera? - pyta niespodziewanie, zakładając nogę na nogę. Ma na sobie długą do ziemi, ciemnozieloną szatę, gdy jednak materiał unosi się nieco do góry, jestem w stanie dostrzec jego stopy. Najwyraźniej przyszedł boso. Podoba mi się jeszcze bardziej. 

-Nie, jestem tu jedynie po to, by napisać artykuł - wyjaśniam.

-Och, ja za to chcę go jedynie zabić.

Jego szczerość łapie mnie za serce.

Za naszymi plecami rozpoczyna się kolejna recytacja. 

Harry chwyć mnie mocno za rękę
razem złożymy przysięgę
Ja Cię nigdy nie zostawię
razem skosimy trawę

-Ale wiesz, że jego tu nie ma? To jedynie zlot dla fanów - wyjaśniam niepewnie, ponieważ rozzłoszczenie Czarnego Pana nie jest moim celem.

-Serio? - Voldemort spogląda na mnie z niedowierzaniem. Widzę, że jest poirytowany ale w tym stanie wygląda jeszcze lepiej. Bardziej męsko o ile to w ogóle możliwe w jego przypadku - cholera, zabiję tego Glizdogona, przecież zapewniał mnie, że Potter tu będzie. Inaczej w życiu bym się nie fatygował…

Voldemort wyjmuje płynnym ruchem różdżkę. Robi to z taką gracją, że prawie przewracam się z krzesła. Mężczyzna (mój przyszły mąż) przepłukuje gardło a następnie wyrzuca z siebie:

-AAVAAAAAAAAADA KEEEEEEEEEEE

E

E

E

E

E

E

E

E

E

DAVRA!

Rozglądam się dookoła z zaskoczeniem.

Wszystkie fanki leżą na ziemi martwe. 

-Nigdy nie lubiłem czerwonego - wyjaśnia Voldemort, uśmiechając się do mnie zalotnie - a te wiersze były serio kijowe. To co, idziemy gdzieś na drina?








9 komentarzy:

  1. Zakochałam się 💜 jak to materiał na książkę ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Książka pełna tajemnic i Czarnego Pana już w grudniu :D

      Usuń
  2. Haha, nie tak to sobie wyobrażałam. Gdzie poszliście na tego drina? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to się okaże w drugiej części :D

      Usuń
  3. Wzruszyłam się, po prostu piękne.
    💚💚💚

    OdpowiedzUsuń
  4. O Boże Babciu! Tego się nie spodziewałam! <3 :D Sprawiłaś, że mój dzień od razu stał się lepszy :D
    Mój ulubiony fragment, gdzie popłakałam się ze śmiechu:
    "Na „scenę” wkraczają kolejne, bardziej lub mnie zdesperowane dziewczęta.

    -Achhh - wydaje z siebie pisk pierwsza w uczestniczek.

    -Uhhh - dodaje druga.

    -Ehhh - wrzeszczy trzecia z nich.

    -O Merlinie - wzdycham ja, przewracając wymownie oczyma."

    To ja zapytam teraz tak.... Jak wyglądała Babci przeprowadzka do domciu Voldzia? Czętnie o tym poczytam :D

    OdpowiedzUsuń